2006/07/31

Parzystokopytne pissiory

Pojedzie człowiek na kilka dni szukać szczęścia zagranicą, a tu już po przyjeździe dowiaduje się, że tłuste kaczki widziałyby człowieka-konia w swojej syfiarskiej zagrodzie. Wystarczy, że koń przejechał się do Jedwabnego, powiedział, że Dmowski nie był cool, bo wymieniał się partnerką z Piułsudzkim, który jak wiadomo kochał swoją Kasztankę. No i pissiory postanowiły zagospodarować neofaszystowski poletko bagna zwanego polityką. Zawsze to parę procent głupiego, bo głupiego, ale elektoratu.

Teraz przymierzają się do wchłonięcia bandyckiego poletka, uprawianego na poczatku lat '90 - wg słów miłościwie nam panującego – przez ruski specnaz, kgb, gru i kilka innych skrótowców.

Fajnie. Będą mogli sami zacząć blokować drogi, w końcu to przyjemna robota. I wódki człowiek się napije i z kumplami pogada. A po blokadzie można zawsze skopać jakiegoś murzyna, żeby zobaczył zwartość szeregów i gotowość do obrony interesu narodowego.

A teraz cytacik z Przystanku Woodstock. Osobiście nie lubię, bo strasznie chujową (wybaczcie, ale innego słowa w moich ubogich zasobach nie znajduje) muzykę grają, ale cytacik przedni.

Monika Olejnik: Wczoraj pytałam Jarosława Kaczyńskiego, czy zamierza się żenić, bo takie chodziły słuchy, ale zaprzeczył.
Zbigniew Hołdys: Bo tego typu małżeństwa są w Polsce zakazane.

2006/07/26

Podróż sentymentalna

Germańskie hordy z czekistami kładą sobie rurę na dnie Bałtyku za naszą, znaczy się unijną, kasę, przez jebaną suszę nie ma jeszcze świeżych jabłek w warzywniaku. Pisiory demontują ordynację samorządową, a kraj nie eksportuje prądu.

A co robi nasza niezwykle elokwentna głowa państwa w tym czasie? Udaje się w podróż sentymentalną do Łodzi. Przy poklasku wszystkich mediów. Ja rozumiem, chłopina ledwie żyje, stres go zjada, ze języka w gębie zapomina, wzdęcia i zaparcia ma na myśl o wizycie zagranicą. Ale dlaczego o wizycie w wytwórni filmowej trąbią wszystkie gazety, stacje radiowe i telewizyjne. Widać tędzy propagandyści Pissu wzięli się do roboty.

Spryciarze. Niby sobie koleś odwiedza plan filmowy i bełkocze coś pod nosem. A tu się okazuje, że ten bełkocik to zapowiedź nowelizacji, albo stworzenia niepopularnej ustawy, jak potem ktoś powie, że ustawa wyszła znienacka odtworzą ten bełkocik z taśmy, i będzie po sprawie.

Mister Jacuzzi zabrał się za grzebanie w gównie, jakim jest Polski Związek Piłki Sprzedanej. Fajnie wyszło, mówiąc po warszawsku ktoś się nie bał i zajebał parę biletów na wielkie widowiska jakimi były porażki naszych orłów, a oni chcą komisarza do tego burdelu wprowadzić. Nie za przekupstwa, nie za ustawianie meczów, nie za przekręty przy statucie, ale za parę biletów. Z drugiej strony jednego gangstera wsadzili za podatki, tylko czy do tego jest potrzebny koordynator – posiadacz wanny z hydromasażem?

2006/07/24

Mundurki i takie sobie

Tegoroczne lato sprzyja ludziom przypominającym parzystokopytnych w wymyślaniu nowych idei. A to wychowanie patriotyczne (całkiem słuszny pomysł – w Australii takiego nie mają i Aborygeni klepią biedę), a to dodatkowe lekcje historii (w Australii historii nie ma w ogóle i za szybko się rozwijają).

Teraz człowiek koń wpadł na genialny pomysł – szkolne mundurki mają zagościć w naszych wszechnicach oświaty. Odżyje przemysł lekki, a dziatwa będzie jednolita i od razu dealera poznasz kręcącego się po szkole. Oczywiście będzie łatwo rozpoznać członków Młodzieży Wszechpolskiej, oni uszyją sobie piękne brązowe mundurki i krótkie spodenki, bo glany zapewne już mają.

W weekend, kiedy prażyłem się na słoneczku, dwie tłuste kaczki wyciągnęły pomocne kończyny do opalonych bandytów i przymierających głodem parzystokopytnych. Okazało się, że aby ratować skazanych na niebyt w samorządach dużych miast wspólników z moherowej koalicji, drób jest w stanie zmanipulować ordynację wyborczą. Fajne mieli uzazsadnienie – chcą doprowadzić do polaryzacji sceny politycznej. Wielu światłych posłów Pissu, mistrzów oczytania i ogłady pomyśłało zapewne że chodzi o wypuszczenie w miasto niedźwiedzi polarnych, bo tak też można scenę porządkować.

Ogólnie ordynacja wyborcza rozdzielająca miejsca przy korycie metodą jakiegoś „Saint Exuperry”, czy „Don't cha” jest dziwna. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Jak mi kiedyś jedna pani doktor tłumaczyła na studiach metody podziału głosów w wyborach określa zasada: „że jeżeliby nam ktoś, na przykład, rozumiesz, porwał naszą furę i by go złapały to nam muszą oddać samolot”. Zdały by się jednomandatowe okręgi jak w Anglii, bo tam scena już nie jest czyszczona za pomocą niedźwiedzi polarnych, ale wygrywa ten, kogo ludzie lubią. A opalonego i konia nikt nie lubi, to by nie wygrali. Zresztą jak ktoś stanie w szranki i zdobędzie za mało głosów, to musi zabulić karę, a precież w partii opalonego sami bankruci.

2006/07/20

Premier wygłosił expose z głowy

Powiedział w nim bardzo ciekawą rzecz, że nic nie jest w stanie go zmusić aby uwierzył, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”. Wyrwało mu się podświadomie, po frojdowsku. Pisiorowi propagandyści obrócili to w żart, ale taka chyba sami nie byli co do tego żartu przekonani.

Bo partia owa za nic ma najzwyklejszą przyzwoitość i liczenie się z głosem frajerstwa, którzy na nich głosowali. Nawet na uzdrowiska się zamachnęli wietrząc układ cuchnący borowinami i wodą Jan. Odwołali dyrektorów i powołali swoich ziomków. Ponoć ci ludziska jakieś konkursy powygrywali, ale dziwnym trafem większość z nich jak nie czynnie, to biernie udziela się w strukturach partii wodzowskiej.

Przegięciem tygodnia była nominacja panienki-pisiorowej asystentki na stanowisko szefa lokalnego oddziału jakiejś rolniczej agencji. Pisiorki ich nie likwidują, bo to zawsze więcej misjc dla swoich i jakże uroczych koalicjantów. Nasza dzielna pani asystentka ze stażem w poligrafii (to prawie tak, jak ja) była przy porodzie świniaków, więc lokalny szaman pissu uznał, że się nadaje. Teraz cytat z tej pani za gazetą z pejsami: „Moje decyzje polegają na podpisywaniu wniosków urlopowych dla pracowników. Ale mam zamiar zdać wkrótce odpowiednie egzaminy”. I tak nie jest źle, bo miała zostać szefową lokalnej skarbówki. Całe szczęście, że wybrała rolnictwo, większość prywaciarzy z Jarocina odetchnęła z ulgą.

Jest coraz ciekawiej. Teraz nasi przyjaciele majstrują przy wyborach. Ale nie martwmy się. Nie ma podwójnego opodatkowania na linii Polska-Zjednoczone Królestwo. Na następne wybory pójdzie 10 proc społeczeństwa. Reszta będzie wtedy zmywać w Londynie.

2006/07/18

Premier wygłosi expose z głowy

I kto tego kurna będzie słuchał? Jego brata nie da się słuchać, jak czyta z kartki, to jak lud boży ma wytrzymać godzinę ględzenia bez kawałka białej celulozy? Zgroza. Trza brać urlop na środę, żeby wydajność w pracy nie ucierpiała, albo niech przeniosą ględzenie na godziny wieczorne. Wielu cierpiących na bezsenność zagłosuje na Piss w wyborach samorządowych.

Z innych ciekawych wiadomości – widziałem Bosaka w TV. Preorował chyba z Krakowa. Miał coś białego w kąciku ust. Nawet nie chcę myśleć co to było.

Jego kumpel z bojówek niejaki Sielatycki Grzegorz tak bardzo znielubił pejsiastych, że chciał tych zepsutych do szpiku kości zboczeńców pogonić z polskiej literatury. Szczególnie wnerwiły go następujące Żydziska: Tuwim, Schulz, Leśmian, Peiper, Brandstaetter, Szczypiorski. I ma chłopak rację, mamy lepszych degeneratów o typowo polskim rodowodzie, paru narkomanów, pijaków, a i wieszcz erotoman by się znalazł.

A teraz rzućcie okiem drodzy państwo na zdjęcie naszego zucha. I krótki kwiz: którego bohatera brytyjskiej komedii telewizyjnej bohater powyższego ustępu przypomina?



Fotke pożyczyłem z serca światowego spisku żydowskiego czyli z serwera Agory. Szalom chłopaki.

2006/07/13

Okulary Wierzejskiego

Dziś powinienem napisać o tym, jak mój ulubiony skromniacha Edgar P. Gosiewski zdobywał stanowisko w rządzie. Wyprosił sobie na kolanach, jak licealista pierwsze wspólne wakacje z kolegami pod namiotem (czytaj z dziewczyną). Chodził marudził i mu dali. Koniec i kropka.

Mnie zainteresowało coś innego, a mianowicie okulary Wierzejskiego, w których ów jegomość komentował prawdopodobne powołanie jednego maniaka na stanowisko szefa policji politycznej czy coś w tym stylu. Otóż w tych okularach pan poseł wyglądał jak typowy homoseksualista, prawie jak jeden pan komentujący mecze na mundialu. Szczyty męskości.

Widać wizyty na trasie przemarszu parad cieplaków nie poszły na marne. Wojtuś zakosztował w homometroseksualnym stylu życia i postanowił być ładniejszy niż Bosak. Nie mógł z nim wygrać jeśli chodzi o grubość węzła przy krawacie, więc postanowił zaatakować okularmi.

Ma to związek z jakimiś zmianami następującymi w koterii człowieka konia. Czarne sotnie ruszyły zdobywać elektorat. Ponoć homoseksualistów jest w bród, ileś tam procent populacji, a najwięcej w Wawie, gdzie poseł chce do ratusza. No ale chłopaki, tak się tego elektoratu nie zdobywa. Na okulary ich nie złapiecie. Czas panie Wojciechu znaleźć sobie partnera. Wszyscy kandydaci na prezia mają żony lub mężów, więc są dla pederastów straceni. Pan ma duże szanse. A w tych okularach...

2006/07/10

Premier

Jedna kaczka nominowała drugą oficjalnie, bez żadnego obciachu. Mogą teraz bez przeszkód zwędzić jakąś planetę albo inną asteroidę.

Zainteresowała mnie końcówka artykułu – przeczytałem ją na WP. Teraz cytacik:

„Jak podaje strona internetowa PiS, J.Kaczyński to miłośnik kotów, w wolnym czasie lubi czytać opracowania historyczne i polityczne. Jest kawalerem”.

Jakbym nie wiedział o kogo chodzi pomyślałbym, że to opis typowego homoseksualisty po 40 z małego miasteczka uczącego historii w miejscowym technikum mięsnym.

Nie mam racji?

2006/07/07

Drób dwoi mi się w oczach

Wszystkie problemy naszego kraju znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Druga z kaczek poszybowała na szczyt władzy. Teraz ponownie ukradną księżyc i sprzedadzą go za złoża ropy w Emiratach. Teraz Niemcom i Francuzom, nie będzie wisieć, kto jedzie na szczyt, bo i tak ich pewnie nie rozróżniają.

Teraz chłopaki mają państwo tylko dla siebie. Koła łowieckie, hodowcy drobiu i parę innych branż ma przejebane. Kaczki zostaną objęte ochroną gatunkową, prawną, a za strzelanie do nich Gosiewski Edgar wyda europejski nakaz aresztowania.

Moralność Kalego

Dziś trochę pseudofilozoficznie, bo nie zdarzyło się - poza biegunką – nic takiego, co wymagałoby skomentwania i nadużycia analityki. Premier coś tam nabajerował mieszkańcom kujawsko-pomorskiego, że harować przy taśmie u japońców i chodzić na zebrania kółek jakości będą dzięki jego urokowi osobistemu i niezwykłej kompetencji. A każdy Polak dzięki niemu będzie miał nowy dywan i plazmę w domu, tak wielką jak zdoła unieść. Ale jak biedni robotnicy razem z właścicielami fabryki popełnią harakiri, to pewnie za sprawą kogoś innego.

Bo tak już u Pisiorów jest. Kiedy biją naszych jest to zbrodnia. Kiedy bijemy my, to nic innego jak walka z układem. Bohater jednego z najsłynniejszych mieszkańców Kielecczyzny (nie mówię o Gosiewskim, bo on tam jest desantem), niejaki Kali, znalazł godnych naśladowców i pojętnych uczniów.

Wracam sobie do przeszłości myślami, kiedy rzecznikiem interesu publicznego był taki szaleniec o niepokojącym wyglądzie z czarną teczką. Jak dobierał się do czerwonych, to jego decyzje zyskiwały poklask prawej strony sceny politycznej, wszakże agentów trzeba się pozbyć, a i dekomunizacja by się zdała.

Teraz, gdy następca pomyleńca uderza w naszych, no to przecież jest to intryga misternie pleciona i szyta grubymi nićmi przez układ, Krystynę z gazowni i Urszulę, która nie ma Boga w sercu, ale za to ma męża. Wszystkie teczki są jak najbardziej prawdziwe, tylko teczkę jedynej kaczki zaprzyjaźnionej z dachowcami sfałszowano. Swoją drogą Stalin też był ponoć agentem carskiej ochrany.

Czerwoni robią przekręty. Wiedzą o tym wszyscy. Juventur, Polisa, trójkąt Buchacza (nie mylić z buhajem), BiG Bank i parę innych światłych inicjatyw gospodarczych. A o swoim Telegrafie dwa tłuste kawałki drobiu zapomniały. A jak im się przypomina, to albo dostają biegunki, albo wiedzą, ze to robota układu. A przecież kumpla im wczoraj z więzienia wypuścili, co w tej spółce pracował i ręce miał lepkie i wyobraźnie bujną. Kiedyś jeden z byłych posłów PiS, chodź wtedy nazywało sie to Przymierze Prawicy przekonywał naród w oświadczeniu majątkowym, że nic nie ma, a jeździ białym fiatem palio. Jeździł Vanem, bo fiatem to wstyd, a Van był zarejestrowany na jakąś fundację. Twierdził, że nie ma kasy (jak my wszyscy), a jeszcze niedawno prokurator węszył, gdzie podziało się nieco pieniędzy, które miał otrzymać od jednego pana za jakąś koncesję. Dodajmy że nękany przez układ nieborak był współautorem programu gospodarczego Pissu, a nawet widziano go z Kazimierzem Wielkim biesiadującego.

Podobnie rzecz ma się w firmach, które pisiory zawłaszczają na potęgę. Jak rządziła czerwona hołota, to próby podwyższenia uposażeń układowi były gorąco i jakże żarliwie oprotestowywane. Teraz jak składkę na moje OC marnuje najbrzydszy i najkompetentniejszy prezes świata, znawca wina i drobiu, to trzeba mu podnieść wypłatę. W końcu taki gruby, dużo je, a walka z układem jest ciężka, więc więcej je, no i jak nie zarobi odpowiednio dużo, to zginie z głodu. Podobnie rzecz ma się z innymi bezpartyjnymi fachowcami z PiSu. Też dużo jedzą, ale po nich nie widać. Walczą z układem, więc powinni więcej zarabiać.

Z mniej istotnych wiadomości. Skowroński - ten dziennikarz-maruda, który potrafi zanudzić nawet angielską królową i Rysia z Klanu zostanie szefem trzeciego programu reżimowego radia. Wyrazy współczucia dla wszystkich słuchaczy. Znając dynamikę i szybkie usposobienie onego, będą od rana do wieczora grali chillout. Polski oczywiście.

Pisiory podniosą stawki w totolotku. Z 1,25 na 2 PLN. Wiecie co, przysłowiowy chuj w przysłowiową dupę. Pójdę łudzić się gdzie indziej, jak i dziesiątki tysięcy osób. Prezes bet and winu powinien przysłać wam list pochwalny.

2006/07/04

Rozwolnienie dyplomatyczne

Głowa naszego państwa. Profesor, mąż stanu. Wspaniały ojciec. Elokwentny mówca. Człowiek kompromisu i pojednania. Wysoki, przystojny brunet. Prezydent Kaczyński. Dostał rozwolnienia. Rozwolnienia, które stało się sprawą narodową, bowiem nie mógł on reprezentować naszego kurczącego się narodu na spotkaniu jakiegoś trójkąta. Dodajmy najprawdopodobniej nie miłosnego, choć pani z Niemiec przypomina urodą naszego pana.

Sraczka, za przeproszeniem, urosła do problemu wagi państwowej, gdyż politycy Piss-u pamiętają, że wiele lat temu jedna sraczka rozwaliła rząd Suchockiej i ułatwiła układowi zagarnięcie Polski. Ale skąd ta sraczka? Nieświeża rybka? Zepsute jajeczko? Truskawki z Chin? Nic z tych rzeczy.

Są dwa wyjaśnienia. Jedno reżimowych propagandystów, drugie moje, człowieka, który dobrze wie, co to bristolska skala twardości kupy.

Otóż poplecznicy najbrzydszego państwa świata twierdzą, że rozwolnienie spowodował artykuł w jakimś lewackim pisemku codziennym. To dziwne, rozwolnienia nie powodują artykuły w Trybunie, a te zagraniczne już tak. A potem się dziwią, że Polacy kupują zagraniczne.

Mnie się wydaje, że było inaczej. Prezydent dostał rozwolnienia na myśl, że będzie musiał coś powiedzieć na tym spotkaniu. Bo na uśmiechach sie nie skończy. A tu trza nawijać o gazociągu, wojnie z ajatollahami i pewnie wielu innych zajebiście ciekawych rzeczach. A nasz prezydent umie tylko o układzie gadać. Przestraszył się, że goście nie zrozumieją, co ten układ – matriks jakiś czy scalony, i że nie będzie miał o czym z nimi podyskutować. I zaczęło się. „Człowiek Biegunka” z 4Fun TV ma największego sprzymierzeńca ze wszystkich.

Już nie chcę nawet myśleć co będzie przed jakimś wielkim szczytem albo forum ekonomicznym. Poważnie martwię się o jelita prezydenta.

2006/07/02

Brzydsza twarz Prawa i Sprawiedliwości

Nie będzie dzisiaj o zalotach premiera do agentki o pseudonimie Beata. Nie będzie o tym, że jak lustrują ich to dobrze, a jak naszych to już nie, bo lustruje „układ”, co jest w tym kraju naturalne, nie będzie o tym co zrobił wczoraj Edgar Allan Gosiewski, bo nie wiem co zrobił. Dziś zajmiemy się kwestią moralną. I pokażemy prawdziwą twarz PiS i koalicji rządowej. Prawdziwa twarz PiS jest widoczna na poniższym zdjęciu. Niestety została wypikselowana, abyśmy mogli się domyślać, jaka jest naprawdę.



Prawdziwa twarz koalicji to przygłupi wójt, którego żona fotografuje po pijaku z interesem na wierzchu, a potem wpuszcza zdjęcia do sieci. Mąż tłumaczy że żona, robi to z zazdrości, oczywiście o jego przynależność do partii rządzącej, w końcu politycy piss-owej koalicji nie współżyją na boku, a Walendziak, Dorn to tylko wyjątki potwierdzającej regułę. Zresztą jeśli polityk koalicji, za przeproszeniem, „dupczy na boku” (cytat za jednym z profesorów Uniwersytetu Ślaskiego), to robi to z dobroci serca. I tak na przykład prezydent Zduńskiej Woli czy czegoś podobnego współżył z Litwinką, bo chciał jej lepsze życie w Polsce podarować. I podarował. Zuch chłopak.


Opowiadał mi kiedyś jeden kolo z młodzieżówki ówczenych RS AWS czy jak tam się one nazywały, że na jednym ze spotkań Nieporozumienia Centrum zatrudniono dwie agencje towarzyskie, aby chłopaki mogli naocznie powalczyć ze zjawiskiem.


Tak więc chłopaki bawią się wesoło i nawet nie zauważyli, że kandydatka na ministra finansów, studentka Beger dostała zawiasy w zamian za tworzenie fikcji literackiej na listach wyborczych. Ciekawe jaki to był sąd. Przesiąknięty układem (czyli taki, który nie zasądziłby 10 lat więzienia za nazwanie Kurskiego psem) czy odnowiony moralnie karzący srogo i sprawiedliwie.