2006/08/30

Refleksje i koneksje

"Haider jest przy tych partiach lewicowym liberałem" - tak o koalicji rządowej w Polsce powiedział Daniel Cohn-Bendit. Jakby miłe dziatki nie wiedziały, kto zacz to śpieszę donieść że to najsłynniejszy niemiecki lewak, który tak naprawdę jest francuzem.

Ogólnie nie o tym chciałem dziś napisać, a o rzeczniku rządu. Bo nie wiem, czy macie podobne wrażenie, ale mi rzecznik przypomina dupę. Taką chodzącą na dwóch nogach dupę, jak w rysunkach Paulusa Mazura. Dupę, która czerwieni się, a ja razem z nią. Kurna nie mogę patrzeć na gościa, który stylem wypowiedzi przypomina swoich mocnych protektorów - najtłustsze kaczki w galaktyce. Nie dość że wygląda jak dupa, to jeszcze jest nijaki, i właściwie nie pamiętam, żeby on coś mądrego powiedział. Już wolałem tego ciecia Ciesiołka czy jak mu tam, choć przyznam szczerze, że widząc jego wynurzenia w blogosferze mam odruch wymiotny.

Jednym słowem nie podoba mi się rzecznik "czerwona dupa" rządu.

A dziś premier otumaniony Awiomarinem w końcu gdzieś poleciał i był to lot przełomowy, bo podczas tego lotu premier stwierdził, że w Radio Maryja panuje kultura wypowiedzi i ojcowie przerywają każdemu, kto mówi rzeczy niezgodne z nauką Kościoła. Zero obrażania Żydów i takie tam. Ciekawsze słowa padły w siedzibie szatana, znaczy w Brukseli. Premier powiedział, że na wysokich stanowiskach, są politycy (także prawicowi) mający skłonności do atakowania współcierpiącym się mężczyzn, kiedy ci schylają się po mydło. Durak ze mnie bo myślałem, że z tą dziewczyną premiera to tak naprawdę...

2006/08/28

O przebiegłości układu cd.

Wydawało mi się, że szczytem możliwości Układu jest upicie posła Ślusarczyka i zaprowadzenie onego na ławkę na Polach Mokotowskich celem wczesnorannego odpoczynku przed konferencją prasową na temat zwalczania alkoholizmu u młodzieży.

Otóż nie. Ten układ to niezły skubaniec. Kilka lat temu układ nie pozwolił synowi prokuratora krajowego się uczyć do egzaminu na prawo – wyciągał go na dyskoteki, do kina i na randki zapewne. Efekt? Wybitnie uzdolniony młodzieniec z rodziny o długiej prawniczej tradycji nie dostał się na studia.

Ale układ jest jak szatan – udaje dobrego kumpla i złe rozwiązania podaje. I ten „dobry” kumpel podsunął młodzieńcowi treść odwołania. Zacytujmy Pana prokuratora: „Jak najbardziej wiedziałem, że syn pisze odwołanie, choć jego treści szczegółowo nie znałem. Syn zapytał mnie, czy może napisać, że jestem jego ojcem. Pytał też, czy może umieścić ciocie i wujków. Odparłem, że o mnie, jak i o nich może napisać”.

Potem układ podpuścił najporządniejszych rektorów świata, aby odwołanie przyjęli. Wszytko po to, aby mógł się w przyszłości mścić, na walczącym z nim ojcu. I dziś postawił na swoim. Karzełkowate, żydowskie pismaki inspirowane przez układ wydrukowały nasączony jadem, macą, czosnkiem i siarką artykuł.

Ale dzielni woje z Pissu wiedzą jak walczyć z układem. Jego własną bronią. Opanowali wallenrodyzm-układoprzeciwny do perfekcji. Odwet rozpoczął po południu tłustszy z kaczorków mówiąc na konferencyji, że to układ się boi i takie rzeczy wywleka. Ale była to krótka wypowiedź, więc poddani – konkretnie Ziobro napisali dłuższe uzasadnienie. Cytat za PAP:

„Ziobro napisał, że Kaczmarek nie podjął żadnych działań, które miałyby pomóc jego synowi w dostaniu się na studia. Nie wykonał żadnego telefonu w tej sprawie, do nikogo nie zwracał się z prośbą, na nikogo nie wywierał jakichkolwiek nacisków” – jednym słowem, jak czegoś nie ma na taśmie, albo w archiwach WSI to dla Pissu nie istnieje.

Dalej nasz dzielny szeryf powiedział: „Syn Prokuratora Krajowego w swoim odwołaniu wskazywał motywacje, dla których chce zostać prawnikiem. Podał m.in., że chce kontynuować dłuższą tradycję rodzinną, nie tylko swojego ojca, oraz że miał wysoką średnią ocen”. No to genialne wprost. Po przysłowiowy chuj uczyć się i zdawać egzaminy, skoro można powołać się na chęć kontynuowania tradycji rodzinnych i wysoką średnią. A ponoć Ziobro z Edgarem moim ukochanym jakieś stowarzyszenie Fair Play popierali...

A propos tradycji rodzinnej. Prokurator Karczmarek dostał fuchę w prokuraturze - jak pisze GW - dzięki środkowi na mrówki faraonki, który jego papa, pracownik Baltony podarował jej szefowi (zalatuje korupcją no nie?). Aż boje się pomyśleć kto, co, komu, da, żeby młody Karczmarek skończył studia i zgodnie z rodzinną tradycją dostał robotę w prokuraturze.

Coś mi się jednak wydaje, że za tymi mrówkami faraonkami także stoi Układ.

2006/08/25

Porwanie w Tiutiurlistanie

Wiadomość dotarła do mnei lotem błyskawicy. Nieznani sprawcy w czarnych opaskach na oczach i pasiastych podkoszulkach z długimi nosami usiłowali porwać wnuka. Ale nie bylejakiego wnuka, no bo gdyby porwano mojego wnuka to Super Express poświęciłby mi czołówkę? Chyba nie.

Wnuk to znakomity, samej Renaty Beger. Został porwany na jakieś 12 sekund, potem relegowany z furgonetki porywaczy. Dalaczego? Nie wiem. Może za nieświeży oddech.

Nieznane są przyczyny porwania. Ja bym tam obstawiał niezapłacone faktury za żywiec wołowy w rzeźni posłanki. Ale nasza niezwykle ponętna bohaterka uparcie twierdzi, że ma to związek z prowadzoną przez nią działalnością polityczną.

Przyznam się szczerze, że oprócz fałszowania podpisów na listach wyborczych, przygody z owsem, ekspresowej matury i chęci zostania ministrem finansów nie znałem dokonań politycznych najmądrzejszej z posłanek. Ale odrobiłem lekcję. Przejrzałem stenogramy sejmowe i już wiem, że Renata Beger toczy niebezpieczny bój o Polskę, wojnę z układem: słonecznym, warszawskim, oraz okresowym.

Przejrzałem historię aktywności posłanki i wytypowałem kilka parlamentarnych zdarzeń, które mogły zmusić złoczyńców dodesperackiego uderzenia w rodzine Beger (ów?). Przeczytajcie i oceńcie, które ze zdarzeń tak rozsierdziły złoczyńców

Czy było to:

"Zapytanie w sprawie otoczenia opieką państwa zabytkowych kolejek wąskotorowych, mogących stanowić atrakcję turystyczną w wielu polskich miejscowościach"

a może

"Zapytanie w sprawie zwalczania enzootycznej białaczki bydła w powiecie wągrowieckim"

albo

"Interpelacja w sprawie umów kontraktacyjnych na dostawę ziemniaków w regionie Piły oraz przeciwdziałania rozwojowi choroby ziemniaków bakteriozy"

lub

"Interpelacja w sprawie uregulowań dotyczących zasad udziału byłych pracowników PGR w procesie prywatyzacji"

Osobiście stawiam na kolejki wąskotorowe, ale mogę się mylić.

2006/08/21

Legenda Krula Artura

Dziś o moim kolejnym idolu. Jedynym żyjącym polityku posiadającym własny plac w Warszawie. Niezłomnym Arturze Zawiszy.

Człek to naprawdę prawy. Aby to udowodnić pozwólcie, żedokonam zapożyczenia i wkleję cytacik z Tygodnika Solidarność (to taka gazeta robiąca laskę Pissowi i publikująca laurki w oczekiwaniu na zlecenia reklamowe ze spółek skarbu państwa):

"Zasady zwykł traktować dosłownie, co prowadzi do konfliktowych, a niekiedy śmiesznych sytuacji. W latach 90. młodzi działacze AWS zorganizowali konwencję w jednym z modnych klubów. Adam Bielan zaprosił Katarzynę Skrzynecką, żeby zaśpiewała dla "młodych wilków". Zawarto już umowę z wysokim honorarium dla aktorki. Ale jeden z zauszników przyniósł Zawiszy stary numer "Playboya" ze Skrzynecką na okładce. Wtedy polityk uparł się, że artystka, która pozuje dla demoralizującego młodzież pisma nie zaśpiewa na prawicowej imprezie. Zagroził zerwaniem konwencji. Nie trafiały argumenty, że zdjęcia były niewinne, Skrzynecka występowała na nich co najwyżej bosa, a nie naga i opowiadała miesięcznikowi głównie o swoim życiu rodzinnym. Artystka nie zaśpiewała dla młodej prawicy, ale i tak trzeba było jej za niedoszły występ słono zapłacić".

Czyż to nie piękne. Mógłby nasz dzielny Artur poszybować w przestworza trzymając za rękę posłankę Sobecką, która za pornografię uznaję nagość od pasa w górę.

Artur to człowiek o wyjątkowo pojętnym umyśle, potrafiącym racjonalizować wszelkie przeciwności. Dowód? Proszę bardzo. W "Podwarszawskim II Co? Gdzie? Kiedy?" w 2001 r. mówi o sobie:
"Nie interesują mnie posady w spółkach Skarbu Państwa, gdyż wole prywatną własność i osobistą odpowiedzialność" - słowa godne pochwały. Jest tylko jeden mały szkopuńcio. Kilka zdań wcześniej nasz geniusz myśli pisze: "Jestem doradcą Zarządu w Powszechnym Towarzystwie Emerytalnym PZU prowadzącym Otwarty Fundusz Emerytalny <>". Brzmi to mniej więcej tak, jakby złodziej powiedział: „okradłem ten dom ale nic mi się tam nie podobało”. Strasznie dziwi mnie, co absolwent filozofii wiedział takiego o rynku funduszy emerytalnych, a czego nie wiedzieli inni, że dostał tą robotę. Dodajmy jeszcze, że gdy nasz zuch załatwił sobie fuchę w spółce należącej do PZU Życie (jednym słowem do Skarbu Państwa), to całym interesem zawiadywał diabeł wcielony Wieczerzak. Zaleciało układem. No nie?

Są i inne smakołyki. W tej samej rozmowie z dziennikarzem ten, na którym można polegać chwali się przewodniczeniem Rady Nadzorczej firmy Eastern Enterprises. Jakim wspaniałym menedżerem i nadzorcą był Zawisza Artur przeczytajcie sami:

"Podejrzenia prokuratury budzą dziś inne działania, w które zaangażowany był poseł. Chodzi o spółkę Estern Enterprises z Zamościa założoną przez stowarzyszenie Młode Wilki, której Poczta Polska, zdominowana przez ludzi ZChN, zleciła wykonanie filmu reklamowego. W spółce tej Zawisza był szefem rady nadzorczej. Pieniądze z tej spółki przelewane były na konto Fundacji Rozwoju Komunikacji Społecznej, której założycielem był również Zawisza" (Przekrój 26/2006).

Acha, jeszcze jedną. Nasz rzutki, uczciwy, gardzący koneksjami i partyjniactwem, jeden z największych wrogów układu, który jak Konrad Wallenrod rozbijał go w PZU zaczynał swoją karierę w Klubie Zachowawczo-Monarchistycznym. Jakby ktoś nie wiedział, to taka zgraja nałogowych onanistów intelektualnych marzących o restytucji monarchii. A czym skorupka za młodu nasiąknie... Z drugiej strony i Bolesław Chrobry, Łokietek, Stanisław August, a nawet Napoleon byli wzrostu srającego psa, więc jeden profesor prawa pracy rezydujący obecnie w Warszawie by się nadał.

2006/08/17

Nareszcie odezwał się do mnie Gosiewski

No może nie bezpośrednio, lecz za pośrednictwem portalu WP.PL. Ale do rzeczy. Otóż społeczność Joemonstera wykorzystała mój plakat, pewnie go jeszcze pamiętacie



do promocji Pissu. Chciano go powiesić jak przystało na plakat na wielkoformatowej tablicy, ale usłużne wobec Pissu firmy outdoorowe odmówiły bojąc się oskarżeń o współpracę z opozycją. Wstyd trochę. Przypomina mi to Rosję Putina, tam tez ludzie sami się cenzurują.

Ale nic to. Duma mnie rozpiera bo poniekąd moje dzieło (zmodyfikowane nieco przez animatorów akcji) skomentował sam EDGAR GOSIEWSKI.

Zobaczcie kochani, co powiedział, cytat za WP:

Jeśli ktoś krytykuje nasze hasła, to niech przedstawi lepsze. Nie sądzę, by te plakaty mogłyby nam w czymś zaszkodzić - twierdzi Gosiewski. Dodaje, że autorzy plakatów antypisowskich nie szanują ludzi. Przedstawianie pijanego mężczyzny, oznacza naigrywanie się z Polaków, a to nie jest najlepszy pomysł. My, mówiąc o obywatelu IV Rzeczypospolitej, mamy na myśli to, że Polacy powinni żyć w państwie uczciwym i takim, które dba o obywatela. Przenosimy niezwykle ważne treści za pomocą tego obrazu. A jeśli ktoś w miejscu takiego obywatela wstawia pijanego kierowcę to najlepiej pokazuje, jak nie szanuje swojego narodu. Ja nie twierdzę, że ludzie nie sięgają do kieliszka, ale nie można powiedzieć, że Polacy to naród pijaków.

I jak tu z dumy nie pękać? A swoją drogą zapraszam na zakupy, w końcu mamy ebiznes:) Na razie niemrawy, ale liczymy, że wszytko się rozkręci.

2006/08/16

Tajemnicze teczki chronią prezydenta

Takimi tytułami atakują artykuły o tym, że najbrzydsze państwo świata jest chronione przez ochroniarzy z czarnymi teczkami w dłoniach. Wygląda to śmiesznie sami zobaczcie (zdjęcie pożyczyłem z Onetu).



Tuzy dziennikarstwa śledczego chciały dowiedzieć się, co jest w tych teczkach, spekulowano o płytach kuloodpornych lub nawet płytach chodnikowych. Cóż za brak profesjonalizmu i wyczucia, i niezrozumienia motywów głowy państwa.

Ale ja nie mam w zwyczaju kryć się z ważnymi informacjami. Ja mam w zwyczaju się nimi dzielić. Przecież wszyscy wiemy, że każda pierwsza para jest czymś obrzucana. O ile pierwsza w kolei pierwsza para była obrzucana głównie złym słowem, to na drugą pierwszą parę poleciały już pomidory. Więc ochrona drugiej pierwszej pary zaopatrzyła się w parasole. Z najbrzydszym państwem świata jest tak, że są oni tak mali, że ochrona nie potrzebuje już nawet parasola. Teczki są po coś innego. Po to, by łapać do nich dokumenty i artykuły prasowe które preparuje i wyrzuca Układ, a wiadomo – papier lata inaczej niż pomidor i trudniej walczy się z nim parasolem czy rakietą do tenisa.

Przykłady? Proszę bardzo. Do teczki złapano już kilka egzemplarzy Rzeczpospolitej, o tym że brzydszy nawet od pani Kaczyńskiej Netzel niejaki prezes PZU, głównie umie doprowadzać firmy do upadku i ma kilku kumpli, z którymi robi to od lat. Od rana do teczki wpadają nowe egzemplarze Wprost z informacją, że namaszczony na męczennika prawicy poeta Herbert, kablował na ziomków w zamian za możliwość zbierania truskawek w Szwecji i przepychania rur we Francji.

Tak więc złe wieści na papierze giną w przepastnych teczkach, prezydent nie ma rozwolnienia, a kraj się rozwija – największa polska księgarnia internetowa wysyła miesięcznie do Londynu więcej książek, niż dobra warszawska księgarnia sprzedaje przez rok.

2006/08/14

Wizja mediów wg Piss

Po zdobyciu posad w spółkach skarbu państwa, nienażarte pissowskie hordy rzuciły się na publiczne media. Wsparły je niedouczone hieny z partii opalonego debila i ogoleni na zapałkę młodzi mężczyźni w butach na masywnych podeszwach.

W kilka dni poszły się - najzwyczajniej mówiąc – jebać piękne słowa o tym, że media muszą być niezależne od władzy, jaka ona by nie była. Lokalni watażkowie pousadzawszy swoich szwagrów i kolegów w radach nadzorczych wybrali zarządy rozgłośni radiowych i telewizyjnych. A te przystąpiły do dzieła.

Na przykład w takich Katowicach bossem w radiu został niejaki Poczachowski Wojciech, który ogłosił od razu swoje credo:

Radio jest państwowe i musi realizować politykę państwa w regionie.

Mnie się wydawało, że radio jest publiczne, a jego zadaniem jest dostarczanie informacji, rozrywki oraz promocja kultury wysokiej i trochę niższej w ramach pełnionej misji.

Myliłem się strasznie. Radio jest potrzebne rządzącej juncie do siania propagandy, walki z pedałami, szerzenia czystości rasowej i informowania o stanie zdrowia dachowców będących na utrzymaniu rządzących.

Nasz jakże lojalny dyrektor obrał sobie współpracowników, wśród których na zwiększoną uwagę zasługuje niejaki Lipski Jędrzej (nazywa się jak stary Giertych więc na starcie miał wielki plus). Oto cytat, za lokalnym wydaniem GW:

„Lipski spotkał się już z dziennikarzami rozgłośni. Stwierdził, że jest antykomunistą, dał też do zrozumienia, że nie przepada za demokracją”. Wyszkolony w propagandzie Paczochowski lub jak mu tam, od razu odwrócił kota (miejmy nadzieję, że to nie był pierwszy kot IV RP) ogonem i uznał, że: „wystąpienie Lipskiego to happening. Należy je rozumieć jako brak zgody na postawy totalitarne w Radiu”. Nic dodać nic ująć. Obaj panowie są warci siebie, swoich stanowisk i partii, która tam ich upchała.

Ale kiedy za trzy lata czerwoni powrócą do władzy, też wyznaczą swoich komisarzy politycznych do radia. Tylko że oni zastaną radio, które nie ma jak obecnie 3 procent słuchalności tylko 0,3 albo jeszcze mniej. Bo jak za robienie radia biorą się nieudacznicy, to potrafią jedynie zmarnować kilkanaście milionów plnów rocznie, podczas gdy rozgłośnie grające muzykę z komputera mają po kilka razy więcej słuchaczy, zatrudniając dziesięć razy mniej osób i dysponując kilkukrotnie niższym budżetem.

Już teraz całe śląskie osiedla uczą się angielskiego. W BBC mało gadają, dużo grają, nie wiedzą co to Piss, a do tego przez necik streaming, jak nigdzie indziej.

2006/08/10

Premier twarzą Piss w kampanii

Przeczytałem właśnie, że to tłustsza z kaczek ma być twarzą kampanii samorządowej. Uważam, jako wybitny strateg polityczny, że to zły pomysł. Mam dwóch lepszych kandydatów.




Narodził się guru wszystkich elektryków

Książe sprytu, cesarz zapobiegliwości, król dobrych pomysłów. Ladies und Dżentelmans, Panie i Panowie przed wami senator Miiiiiiiiiiirosław Aaaaaaaaaaaaadamczak.



Przez pięć lat walczył z układem w energetyce na Pomorzu, a konkretnie z zakładem energetycznym o wdzięcznej nazwie Energa. Oto zapis tej dzielnej walki pochodzący z GazetyWyborczej:

„Kradzież prądu w domu senatora Adamczaka miała według zakładu trwać od blisko pięciu lat. Przypadkowa kontrola wykazała na początku lipca, że poza licznikiem do prądu była podłączona kuchenka elektryczna oraz bojler na ciepłą wodę. Same przewody miały zostać umiejętnie zakamuflowane w murach. - Wartość szkód wycenionych przez koncern energetyczny wynosi około 20 tys. zł - dodaje prokurator Szymanowski.”.

Jednym słowem nasz bohater posiadł umiejętność partyzanckiej walki z układem, ale ten nie daje za wygraną. Ale nie musi się obawiać, bo skoro tłustsza z kaczek zapowiedziała, że Pitbulowi Kurskiemu włos z głowy nie spadnie, to i pajęczarzowi Adamczakowi też nie, zwłaszcza że już doniósł na układ do ministra niesprawiedliwości.

Szykuje się ciekawa walka.

2006/08/08

Rzecz o deszczu i układzie

Pada, pada, będzie padać i nie ma zamiaru przestać padać. Chujowo (przepraszam za wyrażenie) jak nigdy, meteorolodzy będący częścią „układu” znowu nie dali rady i zamiast upału jest ulewa.

Deszcz, najprawdopodobniej zesłany przez „układ” zmusił mnie do refleksji nad naturą „układu” i definicją strefy jego wpływu. Postanowiłem zrobić ranking pięciu największych wybryków „układu” z zeszłego i bieżącego tygodnia.

Nr 1. Robert Kubica. „Układ” nie pozwolił oponom naszego rajdowca zgubić 2-ch kilogramów, skutkiem czego nasz rajdowiec został zdyskwalifikowany. Szczęśliwie niedouczony „układ” przez pomyłkę rozwiązał kontrakt z niejakim Vilneuvem, a nie z naszym asem.

Nr 2. „Układ” upił piwem posła Piotra Ślusarczyka z Ligi Polskich Rodzin, skutkiem czego nasz druh spał na ławce na Polach Mokotowskich zamiast w łóżku i trudno było mu potępiać rozpijanie nieletnich na konferencji prasowej.

Nr 3. Podstępny układ sprawił, że w Wyższej Szkole Kultury Medialnej na studiach podyplomowych (Relacje międzynarodowe i dyplomacja) przygotowujących do rozpoczęcia kariery w dyplomacji nie wykłada żaden dyplomata. Z drugiej strony dyplomaci są z układu, więc układ sam o sobie wykładał nie będzie.

Nr 4. Układ nie mogąc wpływać na walczących z nim dzielnych wojów Pissu (odpoczywają po ciężkich bojach) wziął się za abstynentów. Skutek? W diecezji katowickiej pomimo ogłoszonego miesiąca trzeźwości, 300 wielkich billboardów, 500 podświetlanych plakatów i 30 oklejonych reklamami autobusów z hasłem "Prowadzę, jestem trzeźwy" pacjentów izb wytrzeźwień przybywa. Działania „układu” sieją spustoszenie. Zacytuję tu koszerne nowiny: „Policjanci walczą także z plagą pijanych matek, które zostawiają swoje dzieci bez opieki, są wzywani nad wodę, gdzie toną pijani ludzie, odwożą do szpitali dzieci, które są zamroczone alkoholem”.

Nr. 5 „Układ” uśmiercił słonia w cesarsko-królewskim zoo w Krakowie, skutkiem czego rozpętała wojna w której kandydaci na prezydenta grodu Cracka z układu wytoczyli ciężkie działa produkcji hinduskiej, obiecując sprowadzenie nowego bydlęcia. Senator Boroń, Boryna czy jak mu tam, kandydat Pissu, takich dział nie ma więc słonia nie sprowadzi i wyborów nie wygra, ale będzie moralnym zwycięzcą.

Na koniec o drugiej porażce „układu”. Bo układ nie tylko zwycięża. W Budapeszcie na Mistrzostwach Europy w pływaniu „układ” zaślepiło słońce, skutkiem czego złoty medal zabrano Włochowi, który kulawo zawracał i dano polskiemu pływakowi. O oślepienie układu podejrzewa się węgierską linię blaszkodziobych.

2006/08/07

Rzecz o wypoczynku

Jako że są wakacje, a pissiory pognały do swych zabitych dechami wiosek, ciężko o jakikolwiek komentarz. Gdzieś tam przemknie tylko pingwin-wirtuolog Edgar, gdzieś jacyś usłużni drogowcy na capszczyku pochwalą się premierowi z wykonania zadania bojowego, jakim było ukończenie kawałka autostrady zbudowanej za pieniądze jednego nadzianego Jasia. Jednym słowem nuda.

Nuda, bo zniknęło z oczu najbrzydsze państwo świata, znaczy zaszyło się konkretnie nad morzem. Oni tam sobie mają kanikułę, a jakieś pissiorowskie doły zapragnęły zmienić konstytucje, aby głowa tego biednego państwa mogła wydawać rozporządzenia. Tylko co on by z nimi zrobił? Odezwać się chłop nie potrafi, to rozporządzenie będzie umiał napisać? Nie sądzę, chyba że mu Lepper z Gosiewskim pomogą.

A propos wypoczynku. Jeśli mnie pamięć nie myli, to PiSS w kampanii wyborczej zapowiadał likwidację niektórych przywilejów władzy, między innymi ośrodków wypoczynkowych. Już widziałem, jak najbrzydsze państwo kupują pokój u baby na Helu, a pozostałe kupuje lub wywłaszcza ochrona. A tu klops. Preziek zmienił zdanie. Najfajniejsza była argumentacja za pozostawieniem zamku w Wiśle. Ponoć nasz profesor praw, ani cały pissowsko-piarowski sztab nie wiedzieli, że zamku to nie zbudował Kwaśniewski, tylko Mościckiemu lutry miejscowe postawiły. Kto mu kurna dał tytuł profesora? Zaczynam zastanawiać się czy to przypadkiem nie ta parapsychologiczna uczelnia z Moskwy, która dała „dr” Wisniewskiej z Samoobrony.

„Budowanie zespołu biura prasowego, to poszukiwanie ludzi o szczególnych 'miękkich' - kwalifikacjach. Wbrew pozorom nie jest o nich łatwo” takie brednie wygłasza na jednym z serwisów informacyjnych były przydupas Kazia-Komisarza Ciesiołkiewicz niejaki. Panie niedorzeczniku! Jak potrzebuje Pan publikacji do doktoratu, to publikuj se pan takie brednie w pisemkach uczelnianych. Szkoda zdrowia publicznego. Od czytania tego gówna, pewnie zerżniętego z jakiś równie genialnych książek rozbolały mnie oczy tego poranka. Nie mogę pracować. Nie zapłacę podatków. Lekarze nie dostaną podwyżek. Miej pan serce.

2006/08/04

Wielki, gruby, bezczelny babsztyl kontratakuje

Długo czekałem na możliwość napisania o posłance Sobeckiej (na naszym obrazku trzecia w pierwszym rządku między Łyżwińskim, a opalonym).

Możliwość nasunęła sie sama, gdyż to tłuste, obleśne babsko, najprawdopodobniej nie czerpiące nigdy przyjemności z obcowania płciowego poskarżyło się do prokuratury na naczelnego gazety brukowej, że ta nazwała ją babsztylem. A jak miała nazwać? Królewną? Przecież od niej brzydsza jest tylko pierwsza dama, ale ta jest chyba mniej obleśna.

Ogólnie nasz babsztyl to niezłe zioło. Czytała newsy w u największego z ojców, a ten pchnął ją z misją do sejmu. Kiedyś takie baby pchało się głównie do kuchni i zakładów mięsnych, ale czasy jak widać się zmieniają. I feministki nie powinny protestować, bo skoro taki potwór jak Sobecka wylądował w sejmie, to znaczy że dla kobiecego rodu nie ma rzeczy niemożliwych. Nasza dzielna spikerka zapytana o definicje pornografii powiedziała: „nagość od pasa w górę”. Nic dodać nic ująć.

Obawiam się tylko, że jeśli reżimowa prokuratura ściga ludzi za mówienie prawdy i nazwanie obleśnego babska babsztylem, to za niedługo po Playboya będziemy jeździć do Pakistanu, bo u nas zakażą.

A wracając do głównego wątku, to jak można określić kogoś takiego?

2006/08/02

Mój nowy idol

Zwie się chłopina Piotr Ślusarczyk i ma poczucie humoru. Uprawiał jogging na Polach Mokotowskich o trzeciej nad ranem w garniturze i lakierkach, a jak się zmęczył, to zasnął na ławce. Jednym słowem zajebiście bezpośredni gość.

Policjantom, którzy go obudzili powiedział, żeby nie robili sobie kłopotu, bo on odpocznie i zaraz pobiegnie dalej. I pobiegł, prosto do Sejmu, gdzie jego wesoła kompania Liga Polskich Singli Pragnących Założyć Rodzinę czy coś w tym stylu opowiadała, jak to nie można nieletnich alkoholem częstować.


Pierwszy z lewej to bohater niniejszego postu.

Nieźle, bo jak ja ze dwa tygodnie temu uprawiałem jogging w lakierkach to wymiotowałem przez cały Boży dzień, i nawet – o zgrozo – w kościele nie byłem.

Panie pośle kochany – pełny szacun. Przypomina mi się w tym miejscu były poseł AWS Psikutas, czy jak mu tam było, który po joggingu w Krynicy podczas Forum Ekonomicznego i wypiciu szklaneczki Zuberka wypoczywał bezpośrednio na trotuarze, jak zmęczony maratończyk.

Prawica polska jest wprawiona w maratonach i już się boję, co będzie jak biegać zacznie mój ulubiony Edgar.

2006/08/01

Pluj świni w oczy...

A ona ci powie, że deszcz pada. Lej na piss, a oni powiedzą, jaki ożywczy kapuśniaczek. Można otwierać punkty obsługi wyborców, ale żeby mówić, że to nie ze względu na wybory. To kurwa na co? Przylot kosmitów? Wizyta cesarza Etiopii? Mistrzostwa Świata w grupowym onanizmie?

Zacytujmy posła Pissu, niejakiego Kuchcińskiego, taki kolo z pedalskim (sorry chłopaki) wyrazem twarzy i tożsamym brzmieniem głosu: „Jest to zgodna z prawem akcja reklamowa, informacyjna o naszym programie +PiS bliżej ludzi (...) plakaty nie służą celom wyborczym, a mają za zadanie wypromować program "PiS bliżej ludzi". Ja myślałem, że takie programy tworzy się na wybory, ale byłem w błędzie. Durak ze mnie.

Najgorsze jest to, że jakiś trzęsący dupą o swój stołek koleś z PKW (to taka zgraja geriatryczna, żyjąca od wyborów do wyborów i dobrze się bawiąca za naszą kasę) nie dostrzegł w tym nic niestosownego. Zbliżają się wybory, pisiory zaprzęgły machinę państwa represyjnego do wykończania przeciwników politycznych (vide Kraków), na plakacie adres strony propagandowej i logo tego strasznego Tworu, a koleś mówi, że nie widzi. Niech sobie kupi okulary, bo jak kaczki zapragną posiąść PKW, to go zwolnią za zły stan zdrowia.

Postanowiłem pomóc braciom w potrzebie i jako wolontariusz popracować przy kampanii. Zrobiłem im nawet jeden plakat, a jak będą chcieli to zrobię im więcej.