2006/09/24

4 wolne miejsca na tytułowym obrazku

Koalicja się posypała, opalonego wyrzucili z rządu, bo przestał się Jarosławowi podobać jako mężczyzna. Pokłócili się jak hiszpańscy geje o to, kto ma wyprowadzać pudla za potrzebą. No to mi wykręcili numerek – pojechałem na wczasy,a tu się za łby głupole wzięli, a ja nowego obrazka nie mam. Chuj z nimi. Są cztery wolne miejsca na obrazku. Czekać na nowy, jeszcze gorszy rząd? A może jak w Bigbrotherze skreślić wyrzuconych, ale zostawić na obrazku?

Co zrobić z Lepperam i jego zausznikami w nagłówku niniejszego bloga – czekam na konstruktywne opinie.

2006/09/19

Tygodnia zeszłego podsumowanie na kolację i śniadanie

Strasznie się opieprzam z tymi postami, a może być jeszcze gorzej, bo układ zabiera mnie na urlop. Ale dam radę, i jak coś fajnego się zdarzy, będę na posterunku. Tymczasem zapraszam na przegląd postaci tygodnia.

Premier Kaczyński, który całuje panów w rączki. Tak naprawdę, to nie żadna pomyłka, on po prostu chciał pocałować Radeczka w rękę, bo się mu z Majdanem pomylił. Coś mu rzecznik o wyglądzie męskiej dupy kiedyś o jakimś Radku i Dodzie wspominał, a premierowi się zdawało, że chodzi o Sikorskiego. Można by mnie posądzić o jakąś homofobie, że widzę pederastę w ojcu narodu, ale oddajmy głos Biedroniowi Robertowi, który tako odrzekł zapytany, czy czuje się pierwszym gejem nowej RP: „Pierwszym gejem IV RP to na pewno nie jestem ja, ale człowiek z dużo wyższej półki, a powiedziałbym nawet, że jest to jedna z najważniejszych osób w kraju. Nie do końca jest to gej ujawniony, choć kiedyś Lech Wałęsa trochę go ujawnił. Sam zresztą, ostatnio zasugerował, że nawet na prawicy są geje”. Niezłe, nie?

Bokser Zaaaaaaaaaaaaaaaawisza Aaaaaaaaartur. Parę latek temu na Łysej Polanie, nasz chwat, który ma w planie nazwanie swoich synów, tak jak święci patronowie Polski, zabawił się w Klinta Istłuda i pierdolnął z liścia jakiegoś emeryta z Jaworzna, który prawo o ruchu drogowym naruszył. Od Zawiszy zalatywało Smadnym Mnichem, ew. Złotym Bażantem więc liść był mocny i precyzyjny. Emeryt poszedł do sądu i przegrał, więc odwoływał się, ale Zawisza musiał się z kolegami naprawą wymiaru sprawiedliwości zajmować, a nie po sądach łazić. Nawet kibicowałem w walce emerytowi, ale ten okazał się miętki i poszedł z posiadaczem ronda w centrum Wawy na ugodę. Ja bym tam nie poszedł.

Edgar Gosiewski. On powinien dożywotnio mieć tytuł człowieka tygodnia. Bo to jedyny człowiek, który na powiedzenie słów „nie wiem” potrzebuje około 30 sekund. Przykład? Proszę bardzo.

Monika Olejnik (Gość Radia Zet): Panie ministrze, czy profesor Zyta Gilowska powiedziała „tak” premierowi Kaczyńskiemu?
Przemysław Gosiewski: Sądzę, że powiedziała sformułowania, które mogą wskazywać na zgodę. Ja nie wiem, czy jest formalna zgoda, pisemna pani minister na objęcie funkcji, ale sądzę, że w sferze rozmowy ustnej była aprobata.

Na koniec historia, która wzruszyła mnie najbardziej. Otóż posłanka Samooceny Gut Alina była w młodości członkinią bandy „Białej Hanki”. Co robiła ta niezwykła grupa przestępcza? Otóż pod pozorem darmowego stukanka zapraszała podpitych mieszkańców Lublina do prywatnych mieszkań, gdzie panowie zamiast ekscytującego spółkowania dostawali całkiem przyziemny wpierdol, tracąc kosztowności. Nasza dzielna posłanka, będąca w koalicji z partią prawo i sprawiedliwość tychże panów na stukanie namawiała, za co spędziła rok w odosobnieniu. Teraz nie przypomina sobie, że to ona, ale w swoim czasie była ponoć bardziej popularna w rodzinnym mieście niż Lepper dzisiaj. Acha, rzecz miała się w latach pięćdziesiątych – wtedy o dobre stukanie było trudno. Aż boję się zapytać co w tym czasie robili Łyżwińscy.

2006/09/11

W końcu nowy post

Wiele moich fanek o niego pytało (znaczy się nowego posta), a ja wciąż nie wiedziałem czy powinienem go wprowadzić. Ale stało się, kobyłka u płota itepe, itede i już jest.

Otóż dotarłem do rządowych planów powołania Centrum Dobrej Masturbacji. Z racji tego, że coraz większa liczba osób fascynuje się ideą Młodzieży Wszechpolskiej, krzycząc: „Roman jest okej” unikając jednocześnie kontaktu z płcią przeciwną, płcią tą samą lub jakkolwiek inną, rząd postanowił powołać wspomnianą instytucję, by monitorowała i propagowała zjawisko. Będzie budżet, będzie rada programowa, będzie i szef.

Właściwie szefem miał być premier, który z racji swojego bezżeństwa o prawdopodobnie masturbacji wie w tym kraju najwięcej, ale nie może pełnić za wiele funkcji na raz. Dlatego szefem ma zostać Marian Piłka przez ponad czterdzieści parę lat skutecznie broniący się przed ożenkiem. Wiceszefów nie będzie, bo mamy tanie państwo.

Będzie za to rada naukowa, którą oddeleguje Liga Polskich Rodzin, partia posiadająca najwięcej przystojnych kawalerów w sejmie. A, że to pobożne i uczciwe chłopaki, to nadadzą się w sam raz. Z zasłyszanych plotek możemy dowiedzieć się, że chodzi o znane nazwiska. Mamy na razie 3 kandydatów, ale ponoć będzie więcej. Poseł Krzysztof Bosak, poseł Przemysław Andrejuk oraz sługa narodu Piotr Ślusarczyk. Same szychy.

Tylko szybki look na życiorys jednego z naszych bohaterów pozwoli nam upewnić się, że ci młodzieńcy nadają się do tej roboty najbardziej. Oddajmy głos posłowi Andrejukowi (jakiż piękny rym): „Urodziłem się 9 lutego 1977 roku w Kodniu, malowniczej miejscowości z sanktuarium maryjnym (...) Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że przyszłość Narodu uzależniona jest od wychowania najmłodszych pokoleń w duchu miłości do Boga i Ojczyzny. Formacja wszechpolska wniosła w moje życie bardzo dużo (...) Mojemu zacięciu humanistycznemu, daję upust pisząc artykuły, publikowane na łamach „Racji Polskiej”, „Myśli Polskiej” i „Wszechpolaka”. Wolne chwile wypełniam głównie lekturą. Moja ulubiona książka to „Myśli Nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego”. Jakieś wątpliwości?

Podobno – jeśli będą środki - zostanie powołana także Rada Autorytetów, grupująca ludzi zaawansowanych wiekiem i doświadczeniem, np. takich jak na zdjęciu poniżej.

2006/09/05

IV RP nastała po cichutku

Bo IV RP to skromna dziewczynka. Zadowoliła się pomniejszym newsem na głównej stronie portali. O jej przyjściu opowiedział jej tatuś - taki mały pan, który co prawda woli chłopców, ale potrafi także spłodzić dziewczynkę, IV RP właśnie. No bo chyba, jest ona dziewczynką, choć z wyglądu przypomina Wierzejskiego.

Ów mały człowieczek, ojciec dziewczynki powiedział: "W ludziach musi powstać przekonanie, że nastąpiło coś nowego, że jest inaczej niż dotychczas, że układ został zmieniony. Jeśli to uda się zrobić i ludzie odczują zmianę, będziemy mogli mówić o nastaniu IV PR".

Ja tam nic nie odczułem, ale jak premier mówi, to trzeba mu wierzyć. Układ siedzi cicho pod miotłą (nic nie zmajstrował, więc nie mam o czym pisać). Polacy bogacą się i chcą jeździć na zagraniczne wycieczki - szczególnie młodzi (aż połowa z nich chciałby zobaczyć Londyn). Żeby młodym dobrze się podróżowało, premier powiedział, że nie poskąpi pieniędzy na lotniska i tak trzymać.

Oprócz wycieczek zagranicznych, będą także krajowe do miejsc pamięci narodowej. Proponuję wycieczki z atrakcjami, aby uczniom przybliżyć historię. W Racławicach zorganizuje się libację dla licealistów, aby mogli się poczuć jak Kościuszko podczas bitwy. Dla każdego chętnego będzie wóz do przespania się. Zrobi się wycieczkę do agencji towarzyskich Petersburga, aby młodzież mogła poznać, co czuł król Staś jak stukał Carycę. Wreszcie najzdolniejszą młodzież zabierzemy na ustawkę do Tokio (taki nasz Tokio Drift), aby zobaczyli, jak fajnie Dmowski napierdalał z liścia Piułsudzkiego w stolicy Japonii. Potem trzeba będzie także sprawdzić, jak Żydzi rozpijali chłopów, itp. Może okazać się że wychowanie patriotyczne zapodane przez człowieka-konia to całkiem przyjemna zabawa.

2006/09/02

Roman Giertych to uczciwy człowiek

Tak moi mili, to prawda. Człowiek-koń to persona o nieskażonej uczciwości i krystalicznej przeszłości zarazem. Skąd to wiem? Z lektury nieprzychylnych mu gazet.

Otóż kilka lat temu koledzy Romana, w tym zięć Wassermana (piękny rym, a jaki prawdziwy) postanowli złupić Wielkopolski Bank Rolniczy w białych rękawiczkach czyli poprzez wyprowadzenie kasy zeń.

W banku tym, człowiek-koń, wybitny znawca nowoczesnej bankowości był bossem rady nadzorczej, która miała w zwyczaju dbać o interesy LPR, a nie tysięcy rolników, którzy w swojej naiwności powierzyli im swoją mamonę. Ale nie nasz Roman. On zachowywał się inaczej. Krótki cytacik:

Roman Giertych, który zasiadał w radzie nadzorczej WBR, uniknął zarzutów. Prokuratura ustaliła, że kiedy rada przegłosowywała niekorzystne dla banku decyzje, wychodził do toalety.

Jednym słowem Roman, tak jak prezydent cierpi na chroniczną sraczkę. O ile prezydent na sraczkę dyplomatyczną, o tyle Roman na sraczkę finansowo-decyzyjną.